Jak zarządzać projektami, by uniknąć niepotrzebnych kłopotów?
Autor: Konrad, Opublikowano: 09/03/2011Idea zarządzania jest prosta. Chcemy mieć kontrolę – czy to nad procesem, czy nad zasobami. Jednak samo zarządzanie nie gwarantuje sukcesu. Jest to ciągły wyścig zbrojeń pomiędzy złymi przyzwyczajeniami, zmieniającym się środowiskiem i wymaganiami. Właściwie jest tyle zmiennych, że wiele osób uważa, że nie da się efektywnie zarządzać projektami – a co dopiero tak, by uniknąć kłopotów!
Co rozumiem mówiąc efektywnie. Przeważnie interesuje nas takie zarządzanie, które będzie ”generowało zysk” większy, niż koszta jego stosowania. Pisząc prościej: Nie chcemy spędzać 1 dnia na planowanie 5 minut. Z pozoru wydaje się to proste. Szybko jednak pojawi się proza rzeczywistości. Pojawiają się wycieki czasu, „sytuacje niezależne” i ryzyka z nimi związane (którymi „trzeba” jakoś zarządzać, czyż nie?).
Nagle proste zarządzanie staje się, zarządzaniem procesem zarządzania zarządzających poprzez zarządzanie… itd. Ten zaklęty łańcuch można by ciągnąć, aż do najniższego szczebla pracowniczego. To jeszcze nie koniec, bo możemy poruszyć kolejny wymiar, czyli samo-zarządzanie (w tym zarządzanie własnym rozwojem). Na koniec dodam problem kosztu (i czasu) reakcji na zmiany w założeniach, na których planujemy. Istna syzyfowa praca.
„Dawno” temu, skutecznie zarządzany projekt, musiał spełniać trzy kryteria: utrzymać budżet, zmieścić się w czasie realizacji i wygenerować wartość/produkt określonej jakości. Wygląda na to, że „zmądrzeliśmy” i dziś popularny stał mechanizm, w którym „prosimy” klienta: Wybierz dwa z trzech. Problem w tym, że wtedy gubimy bardzo ważny czynnik, który jest jedną „z nóg” projektu – bo, np. po co nam rozwiązanie pilnego problemu po czasie lub wadliwe?



