Kategoria: Luźne myśli

Bolesna prawda o interim management (i nie tylko) krótki link

Odnalazłem taki ciekawy fragment dyskusji na jednym z forów, którego jestem członkiem. Pozwolę sobie nie podawać nazwisk, gdyż wolę nie naruszać prywatności przytoczonych osób:

[...]

Zbigniew B:
I to jest sedno sprawy. Interim ma bardzo konkretne cele do zrealizowania. Faktycznie za to mu płacą i tylko pozornie więcej.

Andrzej P:
Ciekawe jest to „pozornie wiecej”. Istnieje prosta regula wyliczania mozliwych kosztow interima. Zaklada sie ogolnie ze, top manager „generuje” dla firmy 3 razy wiecej niz zarabia. Zakladajac, ze top manager zarabia 120.000, to generuje 360.000.
Jak „brakuje” top managera przez 3 miesiace, to „straty” dla firmy wynosza 90.000. Czyli zatrudnienie interima na 3 miesiace, za kazda sume ponizej 90.000 powoduje, ze firma nie ponosi strat, a czesto zyskuje.

[...]

Niestety mało firm ma świadomość takich zależności. Nie tylko w kategorii Interim management. Ten sam problem tyczy się wielu zawodów (również programistów – zarówno freelancerów jak i pracujących na etat). Z jednej strony zbyt mocne przywiązanie do ciasnej wizji stanowiska. Blokuje ono z góry możliwość zatrudnienia osób, które  nie mieszczą się w budżecie, a przyniosłyby nieporównywalnie większe zyski. Nie pomaga nawet udokumentowanie wyników czy poparcie prostą matematyką. Z drugiej strony realizując projekty z użyciem freelancerów zapomina się, że nie są oni częścią firmy. Ich sposób pracy wiąże się z ryzykiem po dwóch stronach. Ryzyko to przekłada się na cenę. Firmy niestety nie patrzą przez pryzmat prowizji od dostępu do specjalisty, lecz oczekują zysku porównywalnego do tego generowanego przez pracownika na etacie. Tym samym generują zwyrodnienie na rynku – gdzie zatrudniają najtańszych, realizujących jak najprościej projekty. Wykraczając kompetencjami poza przestrzeń banału trafia się na pustynię. Perspektywy są dwie: stworzyć coś na tej pustyni przy olbrzymim ryzyku, albo wpisać się w masę niedocenianych specjalistów pracujących za niewspółmierne wynagrodzenie.

Bolesne jest również przymykanie oczu na łamanie praw autorskich. Te same firmy potrafią krzyczeć gdy dzieje się im krzywda, a gdy sięgają, z pełną swiadmością, po produkty wykonane z naruszeniem praw autorskich, nie odezwą się ani słowem. Coraz bardziej doceniam zagadnienia, które stawiają próg do pokonania, by zacząć z nich kozystać (np. środowiska płatne, antypirackie). Mam nadzieję, że im większa świadomość wspomnianych zagadnień w społeczeństwie, tym większa będzie chęć do zmiany wspiomnianego stanu przez masy – by w końcu rzeczywiście zmienił się w firmach, w których pracujemy, i które zakładamy.

Podobne wpisy:

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis! (komentuj, RSS dyskusji)

Mapa serwisu